Artykuł sponsorowany

Kim jest dobry prawnik? – Co to jest: tysiąc prawników skutych łańcuchem na dnie oceanu? – Dobry początek… To anegdota z legendarnego już filmu „Filadelfia”. Dowcip jest zrozumiały w kontekście filmowej fabuły, kiedy jednak ktoś słyszy go bez niej, na twarzy widać często konsternację. Czyżby ten amerykański suchar nie miał drugiego dna? Po prostu – pozbądźmy się prawników, a wreszcie będzie dobrze? Adwokaci i radcy prawni źródłem wszelkich kłopotów?

Wokół pracy i zarobków prawników wyrosło niezwykle dużo mitów i stereotypów. Wiedzę prawniczą laicy często utożsamiają z władzą, dostępem do niej. To fakt: prawnikom na pewno łatwiej poruszać się w gąszczu przepisów, stąd sprawniej operują na rynku, czy też jako szefowie instytucji. Dla większości prawników to jednak po prostu niezwykle żmudna i odpowiedzialna praca, nie zawsze związana z atrakcyjnymi zarobkami.

Pobierz bezpłatny program PITY 2016

W Polsce korzystanie z usług prawnika nie jest standardem, jak w krajach Europy Zachodniej, czy w Ameryce. W społeczeństwie jeszcze utrzymuje się przeświadczenie – „idzie do adwokata, pewnie ma kłopoty”. – Często ludziom, zwłaszcza tym w trudnej sytuacji majątkowej, towarzyszy skrępowanie, że w ogóle trzeba wejść do kancelarii – mówi nam krakowski adwokat, Kamil Trybuchowicz, uczestnik PACZKI Prawników.

Prawdą jest na pewno, że często od wiedzy, czy woli prawnika zależy powodzenie danego przedsięwzięcia. Dobry prawnik może pomóc firmie ominąć kłopoty, prawnik zły wprowadzi ją w tarapaty. Tylko kim jest dziś dobry prawnik? Prawnik sprawny, kompetentny, obrotny, skuteczny? Jeśli przychodzą ci do głowy tylko takie skojarzenia, to niedobrze.

Nie zawsze  chodzi o to, by dać komuś na chleb – tłumaczy Liderka Paczki, Paulina Kozub-Chwastek.

fot. fot. jadwiga figula

Nie zawsze chodzi o to, by dać komuś na chleb – tłumaczy Liderka Paczki, Paulina Kozub-Chwastek.

Cóż z nowej lodówki, czy pralki, gdy rodzina ma nierozwiązaną sprawę spadkową, problemy mieszkaniowe, długi, czy krzywdzące zobowiązania? W takiej sytuacji potrzeba prawnika – dobrego prawnika.

Nie zawsze chodzi o to , by dać chleb

Wybierając ten zawód, trzeba się liczyć z tym, że jego misją jest m.in. pomoc potrzebującym, zarabianie jest na dalszym planie. Pomaganie jest strasznie przyjemne. To daje bardzo dużą satysfakcję. Tym większą, jeśli ktoś jest w trudnej sytuacji prawnej czy majątkowej – mówi z przekonaniem mecenas Trybuchowicz.

To nie są puste słowa. Mec. Kamil Trybuchowicz od kilku edycji bierze aktywnie udział w rewolucyjnej PACZCE Prawników. To nowatorski projekt SZLACHETNEJ PACZKI niesłusznie kojarzonej wyłącznie ze świątecznymi prezentami dla potrzebujących. Stowarzyszenie WIOSNA, które organizuje popularną Paczkę, w istocie w ogóle nie przygotowuje paczek. Robią to Darczyńcy. WIOSNA organizuje całe przedsięwzięcie, logistykę, obsługę blisko 900 lokalizacji w całej Polsce, a dodatkowo kolejne edycje PACZKI Plus tj. PACZKI Lekarzy, Biznesu, o której pisaliśmy na portalu eGospodarka [przeczytaj tutaj] Seniorów, czy właśnie Prawników.

To wynik szesnastu lat doświadczenia Paczki na rynku pomocowym. – Nie zawsze chodzi o to, by dać komuś na chleb – tłumaczy Liderka Paczki, Paulina Kozub-Chwastek. Cóż z nowej lodówki, czy pralki, gdy rodzina ma nierozwiązaną sprawę spadkową, problemy mieszkaniowe, długi, czy krzywdzące zobowiązania? W takiej sytuacji potrzeba prawnika – dobrego prawnika.

Byłem pomysłodawcą, a w zasadzie jednym z pomysłodawców projektu. Najtrudniejsze było określenie zasad projektu i parametrów kwalifikacji rodzin. Okazało się ze prawników w zasadzie wcale nie trzeba przekonywać, bo sami chcieli pomagać. Wystarczyło tylko stworzyć system i umożliwić im wybór osób, którym pomogą według odpowiednich kryteriów – mówi mec. Marcin Mioduszewski, radca prawny.

Tłumaczy dalej: – To, co staraliśmy się przekazać prawnikom biorącym udział w akcji, to idea mądrej pomocy WIOSNY. Chcieliśmy umożliwić osobom potrzebującym uzyskanie fachowej pomocy prawnej, a prawnikom przy okazji ich pomocy, wejście w świat osób potrzebujących, poznanie ich sytuacji i potrzeb, także tych pozaprawnych. Dzięki standardom WIOSNY, możliwe było takie dobranie osób potrzebujących, aby usługi prawne były świadczone dla osób, które nie tylko potrzebują pomocy, ale także które chcą dokonać zmiany w swoim życiu.

Jak wygląda to w praktyce?

fot. mat. prasowe

W Polsce korzystanie z usług prawnika nie jest standardem, jak w krajach Europy Zachodniej, czy w Ameryce. W społeczeństwie jeszcze utrzymuje się przeświadczenie – „idzie do adwokata, pewnie ma kłopoty”.

Jak upaść, by się podnieść?

Przykład rodziny potrzebującej pomocy prawnej. Bardzo trudna przeszłość. Żadnego dzieciństwa, samotność, w końcu bezdomność. A potem długa, naprawdę trudna droga, by się podnieść. On – chory na dwubiegunowość. Ona – schizofrenię. Dziś oboje zarabiają, na tyle, żeby się utrzymać. Mają siłę, by żyć, walczyć, a nawet pomagać innym. Teresa z tego słynie na Starym Mieście w Krakowie. Pomaga z potrzeby serca wielu osobom. Tak, na Starym Mieście w Krakowie jest wiele bardzo biednych rodzin. Na dole Mc Donald’s, na górze brakuje na chleb. SZLACHETNA PACZKA jak żadna inna instytucja w Polsce penetruje polską biedę, i ma na jej temat najbardziej aktualną wiedzę. Teresa i Jurek mają swój własny kąt – to mieszkanie komunalne, niestety jeszcze nie ich własność. Gdyby nie długi, które ich zabijają.. Pożyczki, które Teresa dawno temu zaciągnęła w trakcie nawrotu objawów choroby. Ma do spłacenia 120 tys. Zobaczyła w gotówce najwyżej 30 tys.. Trafiła na ludzi, którzy wykorzystują bezwzględnie każdą ludzką słabość, żerują na nich. Przecież słyszymy o tym ciągle w mediach. Wciąż nie posiadamy aparatu prawnego, który skutecznie chroniłby przed nieuczciwymi praktykami.

Często takie nieuczciwe firmy oferują starszym osobom przyjazd po ratę. Nie informują tylko, że kosztuje to 300 zł. Dłużnik nie ma z czego zapłacić. Dodają więc kolejną sumę do długu, który rośnie – mówi radca prawny Anna Sapota, Wiceprezes Zarządu ds. Organizacyjnych i Prawnych CP Recycling Organizacja Odzysku Opakowań S.A., prawnik w PACZCE Prawników.

Po zmianie przepisów o upadłości konsumenckiej, coraz więcej rodzin decyduje się na takie rozwiązanie. Upadłość konsumencka jest postępowaniem sądowym przewidzianym dla osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej (konsumentów), którzy stali się niewypłacalni. Niewypłacalność to stan, w którym dłużnik nie jest w stanie wykonywać swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych np. nie ma pieniędzy na jednoczesny zakup środków codziennego użytku oraz spłatę pożyczki. To wiąże się oczywiście z wieloma konsekwencjami, np. wraz z ogłoszeniem upadłości konsument może zawierać tylko drobne umowy życia codziennego (zakupy żywności, środków czystości itp.), które pokrywane są przez upadłego z funduszy nie podlegających zajęciu przez syndyka.

Rodziny w dramatycznym położeniu, w istocie niewypłacalne, często nie ze swojej winy, mogą sięgnąć po tę procedurę. Istnieje również możliwość wykazania lichwy, która jest w Polsce karana, bądź też stwierdzenie przez sąd nieważności umowy, jeśli ta jest wyzyskiem.

fot. mat. prasowe

W PACZCE Prawników każda rodzina traktowana jest jak normalny klient, oczywiście poza tym, że pomoc jest darmowa. Prawnika obowiązuje tajemnica zawodowa.

Zwolnienie z opłat

Wszystkich nas obowiązuje nadrzędna zasada: igorantia iuris nocet – nieznajomość prawa szkodzi. Mec. Anna Sapota spotkała się z przypadkami, gdy osoby nie odbierały pism z sądu, bo, jak tłumaczyły, „jeśli z sądu, to wiadomo, że niedobrze, lepiej nie otwierać”. Tymczasem sądu nie obchodzi, czy pismo zostało otwarte. Interesuje go zwykle, czy zostało skutecznie doręczone. Wiele przepisów zakłada również skutek prawny w sytuacji, gdy mija określony czas od chwili, gdy upłynął czas odebrania awizo. Bywa, że przez takie postępowanie nie ma już czego ratować – komornik zajął konto, mienie.

W PACZCE Prawników każda rodzina traktowana jest jak normalny klient, oczywiście poza tym, że pomoc jest darmowa. Prawnika obowiązuje tajemnica zawodowa. Pozostaje oczywiście problem opłat. PACZKA Prawników nie funduje rodzinom opłat sądowych. W przypadku roszczenia o odszkodowanie wartość sporu może wynieść np. 5 % wartości sporu.

- Istnieje możliwość złożenia wniosku o zwolnienie z kosztów sądowych, a także pełnomocnika z urzędu – tłumaczy mec. Trybuchowicz. – Sąd w Krakowie, takie mam doświadczenia, raczej przychyla się do wniosków. Trzeba na to więcej czasu i trudu zebrania stosownych dokumentów np. na temat dochodów. Podstawa do tego jest bardzo szeroka. Należy udowodnić, że osoba w danej chwili nie jest w stanie ponieść takich kosztów. Dopiero gdy sąd nabierze wątpliwości, może poprosić o dokumenty – wyjaśnia mec. Anna Sapota.

Znajdź dobrego prawnika

Prawników w PACZCE Prawników łączy na pewno jedno: z chęcią biorą udział w akcjach bezpłatnej pomocy prawnej. – Zaczęło się to tak, że brałam udział w SZLACHETNEJ PACZCE. Moja siostra jest wewnątrzrodzinnym organizatorem Paczki. W zeszłym roku po Finale Paczki przyszła do nas Pani z synkiem i z laurkami z podziękowaniem. To było niezwykle przyjemne. Chwilę potem dowiedziałam się o PACZCE Prawników i wzięłam w niej udział po raz pierwszy. W tym roku czekałam na otwarcie bazy rodzin z opisami problemów prawnych – opowiada mec. Anna Sapota.

Tak ambitne programy, które nie tyle pomagają, co uczą ludzi zaradności, by nie potrzebowali więcej pomocy, nie powstają za darmo. Właśnie rozliczamy deklaracje podatkowe. Możesz stać się współtwórcą projektów WIOSNY i skutecznie, długofalowo zmieniać świat, w którym żyjesz i pracujesz. WIOSNA przestrzega ściśle jeszcze jednej zasady: działa ponad wszelkimi podziałami politycznymi.

Polska staje się fajniejszym krajem nie dzięki pustym deklaracjom, czy wielkim słowom, a właśnie takim działaniom.

Pobierz bezpłatny program PITY 2016 »

Source Article from http://www.firma.egospodarka.pl/139578,Gdzie-szukac-dobrego-prawnika,1,11,1.html

 

GDPR, czyli rozporządzenie mające na celu uporządkowanie reguł przechowywania i przetwarzania danych osobowych na terenie Unii Europejskiej, zacznie obowiązywać od maja nadchodzącego roku. Czasu na przygotowanie się do nowych zasad nie pozostało zatem zbyt wiele, a okazuje się, że gotowych na zbliżające się zmiany jest zaledwie 3% przedsiębiorstw funkcjonujących na unijnym rynku. Pozostali ani nie spełniają wymogów narzucanych GDPR, ani też nie dysponują narzędziami, które są w stanie efektywnie lokalizować dane osobowe wewnątrz organizacji. Tymczasem sankcje za niezastosowanie się do rozporządzenia mogą być nader dotkliwe.

Kluczowym celem wchodzącego w życie 28 maja 2018 roku rozporządzenia GDPR (General Data Protection Regulation) jest ujednolicenie funkcjonujących na terenie Wspólnoty przepisów w zakresie ochrony danych osobowych. Z jednej strony powinno być to niemałe ułatwienie w działalności dużych, międzynarodowych organizacji, dla których wspólne przepisy oznaczają redukcję kosztów i uproszczenie polityki wewnętrznej. Z drugiej jednak jest to pokaźne wyzwanie dla tych podmiotów, które dotychczas kwestie ochrony danych traktowały po macoszemu.

Europejskie firmy nie są gotowe na GDPR

fot. andranik123 – Fotolia.com

Europejskie firmy nie są gotowe na GDPR

Jedynie 3% firm działających na rynkach unijnych jest przygotowanych na nadchodzące zmiany.

Na podstawie nowego rozporządzenia GDPR:

  • firmy muszą przedstawić zasady polityki ochrony prywatności oraz opisać je przejrzystym i zrozumiałym językiem;
  • firmy i instytucje muszą posiadać wyraźną zgodę na zbieranie wszystkich danych, które gromadzą, a administratorzy danych muszą być w stanie wykazać istnienie takiej zgody, która może być w każdej chwili wycofana;
  • podmioty zatrudniające powyżej 250 pracowników muszą powołać inspektora ochrony danych;
  • użytkownicy zyskają prawo do informacji, kiedy ich dane dostały się w niepowołane ręce;
  • użytkownicy muszą mieć prawo do bycia zapomnianym (oznacza to, że klient może zgłosić się do danej instytucji z prośbą o usunięcie wszystkich informacji, które go dotyczą);
  • użytkownicy muszą mieć prawo do przeniesienia swoich danych do innego usługodawcy.

Nieznajomość zasad wynikających z GDPR może wiązać się z ogromnymi kosztami. W świetle nowego rozporządzenia, organizacje będą zobowiązane do przekazania, w ciągu 72 godzin, właściwym organom i potencjalnie poszkodowanym klientom informacji dotyczących jakiegokolwiek naruszenia bezpieczeństwa ich danych. W innym wypadku, firma może spodziewać się kary w wysokości do 20 milionów Euro, bądź 4% globalnych rocznych obrotów. Co ważne, kary mają charakter administracyjny, dla organu zajmującego się sprawą nie będą więc istotne przyczyny, a sam fakt zaistnienia naruszenia przepisów.

IP niczym PESEL

Z perspektywy biznesu posiadanie dużej ilości danych pozwala lepiej zrozumieć klientów i zmieniające się trendy rynkowe, ale może także wpływać na podejmowanie trafnych decyzji. Nie dziwi zatem fakt, że organizacje powszechnie wdrażają nowe technologie umożliwiające zbieranie informacji, m.in. dotyczących preferencji zakupowych czy aktywności w Internecie. Jednak sposób wykorzystania niektórych rozwiązań umożliwiających masowe gromadzenie i przetwarzanie informacji nie zawsze jest zgodny z regulacjami dotyczącymi ochrony danych osobowych.

Głównym celem GDPR jest zapewnienie prywatności obywatelom Unii Europejskiej, co powoduje, że od maja 2018 roku organizacje z terenu Wspólnoty będą mogły gromadzić i przetwarzać tylko te dane, które są potrzebne w ich działalności. Przykładowo, jeśli firma dotychczas w kontakcie z klientami wykorzystywała wyłącznie takie dane, jak imię, nazwisko i adres mailowy, nie może w swoim formularzu umieszczać prośby o podanie numeru telefonu. Rozporządzenie GDPR przewiduje większą elastyczność w zbieraniu danych, jeśli informacje będą szyfrowane.

Ochrona prywatności i wrażliwych danych jest jednym z priorytetów Unii Europejskiej, co znalazło odzwierciedlenie w ostatecznym kształcie rozporządzenia GDPR. Głównym założeniem regulacji w ramach tzw. privacy by design jest zmniejszenie ilości danych gromadzonych przez firmy i zachęcenie przedsiębiorstw do pozyskiwania tylko tych informacji, które są im potrzebne. To właśnie dane są fundamentem działalności każdej organizacji, dlatego ich ochrona powinna stanowić strategiczny cel współczesnej firmy – mówi Miłosz Trawczyński, Business Consulting Manager w SAS.

Jednym z ważniejszych elementów nowego rozporządzenia jest zaktualizowana definicja danych osobowych. Według regulacji unijnej, dane osobowe to wszystkie informacje dotyczące osoby fizycznej, które umożliwiają jej identyfikację. W rozumieniu GDPR, adres IP oraz identyfikatory zamieszczone w tzw. ciasteczkach (cookies) są więc danymi osobowymi podobnie jak PESEL czy NIP.

Namierzyć dane osobowe

Chcąc upewnić się, że polityka firmy jest zgodna z GDPR organizacje muszą w pierwszej kolejności uporządkować informacje, którymi dysponują oraz zlokalizować wśród nich dane osobowe. W wielu przypadkach będzie to dużym wyzwaniem, gdyż przedsiębiorstwa często nie dysponują odpowiednimi do tego celu narzędziami. Wejście w życie GDPR z pewnością wpłynie na wzrost zainteresowania rozwiązaniami klasy data management.

Technologie do zarządzania danymi umożliwiają identyfikowanie danych osobowych, analizowanie ich przepływu, regulowanie i rejestrowanie dostępu do informacji, szyfrowanie informacji poufnych, definiowanie zasad zarządzania danymi w organizacji. Po wejściu w życie dyrektywy GDPR firmy będą musiały nie tylko nauczyć się porządkować dane, ale przede wszystkim zapewnić im odpowiednią ochronę. Rozwiązania do zarządzania danymi pozwalają łączyć dane bez potrzeby przenoszenia ich pomiędzy poszczególnymi zbiorami, co znacznie zmniejsza ryzyko zagrożeń dla informacji wrażliwych. Ponadto, możliwe jest zarządzanie incydentami oraz szybkie uzyskanie raportu dotyczącego ewentualnej próby wykradzenia danych, dzięki czemu firma może poinformować o tym fakcie odpowiednie organy.

Rewolucyjne zmiany w biznesie

GDPR znacząco zmieni podejście do profilowania danych. Twórcy rozporządzenia podkreślają, że wykorzystywanie informacji do tworzenia profilu klienta nie może w żaden sposób dyskryminować go i ograniczać jego dostępu do poszczególnych usług. Ma to ogromne znaczenie m.in. dla sektora finansowego, w którym powszechnie wykorzystuje się dane dotyczące klientów np. w procesie skoringu kredytowego (oceny czy klient spełnia warunki udzielenia kredytu).

Po wejściu w życie dyrektywy GDPR klient ma prawo do tego, by nie podlegać decyzji, która opiera się wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu danych. W praktyce oznacza to, że nie można będzie odmówić wynajmu mieszkania lub udzielenia pożyczki na podstawie informacji dostępnych np. na portalach społecznościowych. Niezgodne z GDPR będzie również wnioskowanie o cechach osoby fizycznej. Przykładowo nie będzie można uznać, że ktoś choruje na daną chorobę na podstawie posiadanych danych o jej objawach. Ten element rozporządzenia GDPR może wpłynąć na pracę towarzystw ubezpieczeniowych, m.in. w zakresie obliczania wysokości składek.

Nie ulega wątpliwości, że GDPR wpłynie na procedury wewnętrzne firm z różnych sektorów gospodarki. Ograniczenia jakie niesie ze sobą nowa regulacja sprawią, że biznes będzie musiał zmienić podejście do przetwarzania, ochrony oraz wykorzystywania danych osobowych. Technologie data management mogą pomóc wypracować nowe modele działania, które będą zgodne z nadchodzącymi normami prawnymi – tłumaczy Miłosz Trawczyński.

Source Article from http://www.firma.egospodarka.pl/139553,GDPR-juz-wkrotce-a-do-zrobienia-pozostalo-jeszcze-wiele,1,11,1.html

 

Przedsiębiorca i naukowiec

Zgodnie ze stereotypami przedsiębiorcy są skupieni wyłącznie na zysku, raczej skąpi i skłonni do ryzyka, a ludzie nauki – dość flegmatyczni, oderwani od życia i raczej niezbyt majętni.
Pozostawiając te uproszczenia, należy szukać raczej cech wspólnych, bo przecież – działając w warunkach tej samej gospodarki – i jedni, i drudzy są świadkami zmieniającego się świata, ewolucji ludzkich potrzeb i wyzwań cywilizacyjnych.

Przedsiębiorca i naukowiec mogą się różnić, ale działają w tym samym kierunku – tworzą i kształtują zastaną rzeczywistość, a swoją aktywnością przyczyniają się do rozwoju w wielu sferach życia. W zamian za poniesiony trud spodziewają się określonych korzyści, niekoniecznie tylko materialnych, oraz ogólnie – wyższej jakości życia dla siebie, swoich rodzin, społeczności i społeczeństwa jako całości.

Gospodarka zdecydowanej większości państw na świecie opiera się na małych i średnich przedsiębiorstwach. W polskim PKB przedsiębiorstwa z sektora MŚP generują co drugą złotówkę, a zatrudnionych jest w nich ponad dwie trzecie ogółu pracujących. Z eksportem dóbr, towarów i usług jest w jakimś stopniu związanych aż dziewięć na dziesięć małych i średnich firm. Naszą wizytówką za granicą powinny być przede wszystkim produkty wysokiej jakości, oparte na własnych technologiach i jak najbardziej innowacyjne.

Źródłami tych innowacji powinny być zarówno impulsy, przyczyny, jak i miejsca (instytucje, grupy osób) tworzenia nowej wiedzy technicznej oraz czynniki warunkujące ten proces. O ile czynniki instytucjonalne i warunki prowadzenia działalności innowacyjnej w dużej mierze zależą od prawodawców, o tyle inspiracja do działania wiąże się z chęcią komercjalizacji wyników badań i wdrożeń, ich ukierunkowaniu na zidentyfikowane potrzeby oraz umiejętnością działania na konkurencyjnych rynkach.

Naukowiec może, ale nie musi, być przedsiębiorcą. Badaczy, którzy najlepiej czują się w swoich laboratoriach, nie należy bezwględnie nakłaniać do tego, żeby byli jednocześnie biznesmenami. Z drugiej strony, nie ulega wątpliwości, że rzadko, jeśli w ogóle, technologia może być skomercjalizowana bez zaangażowania jej twórców. Lepiej stworzyć warunki, by przemysł dotarł do laboratoriów i stowarzyszeń naukowo-badawczych. Zamiast próbować na siłę przemienić naukowca w aktywnego biznesmena warto zadbać o to, by prowadzący prace B+R mieli możliwość i umiejętności, by skonfrontować swój pomysł z rynkiem. Z pomocą powinni im przyjść przedsiębiorcy, którzy – dzięki doświadczeniu i kompetencjom biznesowym – lepiej rozumieją reguły gospodarki i zazwyczaj sprawniej potrafią zbudować strategię wprowadzenia nowego produktu lub usługi na rynek.

Badania i rozwój

fot. kasto – Fotolia.com

Badania i rozwój

Unijne wsparcie dla firm nie polega obecnie na dofinansowywaniu rozwoju i zwiększaniu potencjału infrastrukturalnego, ale raczej na pobudzaniu innowacyjności, co ma skłonić firmy i uczelnie do nawiązania bliższej współpracy.

Wymagania programów dotacyjnych

Współpracy nauki z biznesem sprzyjają dofinansowania z Unii Europejskiej. Zasady przyznawania funduszy unijnych w perspektywie 2014–2020 różnią się od poprzedniej tym, że największe szanse mają ci przedsiębiorcy, którzy postawią na współpracę z jednostkami naukowo-badawczymi.

Współpraca ta może być wspierana szerokim spektrum dostępnych obecnie programów dotacyjnych. W ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój w I i II kwartale 2017 r. planowany jest m.in. nabór wniosków w ramach Działania 2.1, dotyczącego wsparcia inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw. Na ten cel można uzyskać nawet do 70% dofinansowania.

Przytaczając definicję, zawartą w Rozporządzeniu Ministra Gospodarki z 11 czerwca 2015 r. (Dz. U. z 2015 r., poz.787), przez inwestycję typu centrum badawczo-rozwojowe rozumie się jednostkę organizacyjną lub wyodrębnioną organizacyjnie jednostkę rozpoczynającą lub rozwijającą działalność, której głównym zadaniem jest prowadzenie przez wykwalifikowaną kadrę badań naukowych i prac rozwojowych w wydzielonych i przystosowanych do tego typu działalności pomieszczeniach oraz z wykorzystaniem infrastruktury badawczo-rozwojowej.
Dofinansowanie jest przeznaczone na wsparcie tworzenia lub rozwoju centrów badawczo-rozwojowych poprzez inwestycję w aparaturę, sprzęt, technologie i inną niezbędną infrastrukturę, która będzie służyć prowadzeniu prac badawczo-rozwojowych na rzecz tworzenia innowacyjnych produktów i usług.

Przedmiotem dofinansowania, w ramach projektów, mogą być wydatki inwestycyjne, koszty odpowiedniej wiedzy technicznej oraz koszty doradztwa i równorzędnych usług wykorzystywanych na potrzeby projektu, a także koszty zakupu materiałów i produktów związanych bezpośrednio z realizacją projektu. Współpraca może przyjąć formę: podwykonawstwa, transferu wiedzy, powiązania kooperacyjnego (klastry), łańcuchów produkcyjnych, sieci lub platform technologicznych.

Wydatki na działalność badawczo-rozwojową mogą obejmować zarówno te wewnętrzne (czyli poniesione bezpośrednio w jednostce beneficjenta), jak i zewnętrzne (nakłady na prace B+R nabyte u podwykonawców). Do wydatków wewnętrznych zalicza się nakłady bieżące (osobowe, koszty materiałów i energii oraz usługi obce), a także nakłady inwestycyjne (obejmujące nabycie lub wytworzenie aparatury naukowo badawczej, ale bez amortyzacji i VAT). Wydatki zewnętrzne dotyczą współpracy z podmiotami krajowymi lub zagranicznymi oraz przeznaczania środków na prace przeznaczane na rzecz międzynarodowych organizacji i stowarzyszeń naukowych.

Daje to więc szerokie pole do popisu, tym bardziej, że minimalna wartość kosztów kwalifikowanych w projekcie musi wynosić 2 mln PLN. Ale czy efektywna i sprawna współpraca małego biznesu z nauką jest w ogóle możliwa? Co może stać na przeszkodzie osiągnięcia zamierzonych rezultatów i oczekiwań obu stron takiej kooperacji?

Wybrane uwarunkowania i aspekty kooperacji

Aby móc odpowiedzieć na powyższe pytanie, trzeba wskazać kluczowe różnice pomiędzy działalnością małych i średnich przedsiębiorstw oraz jednostek naukowych a także określić, czy można pogodzić te rozbieżności.

Zasadniczą kwestią są cele organizacyjne, które stanowią podstawę strategii i na których gruncie planuje się aktywność danego podmiotu. Fundamentem istnienia przedsiębiorstwa jest oczywiście zwrot zainwestowanego kapitału i osiąganie zysku, który podsumowuje prowadzoną działalność i kryje w sobie zachęty do dynamizowania produkcji, przyspieszenia sprzedaży i poprawy wyników ekonomicznych różnymi sposobami, w tym zwłaszcza przez racjonalne gospodarowanie. Cele jednostki naukowo-badawczej, na przykładzie uczelni wyższej, obejmują najczęściej osiąganie postępu naukowo-technicznego w ramach skojarzonych dziedzin i dyscyplin naukowych oraz kształcenie i rozwój kadr na potrzeby gospodarki. Nie oznacza to oczywiście, że przedsiębiorcy nie mogą dzielić się swoimi dokonaniami z innymi niż klienci interesariuszami, wspierając na przykład rozwój społeczności lokalnych. Tak samo uczelnie powinny zwracać uwagę na konkurencyjność oferty edukacyjnej i angażować się w pewnym stopniu w działalność biznesową stymulującą rozwój marki, zaplecza naukowo-badawczego, i znaczenia (również na arenie międzynarodowej).

Reguły i skala działania będą inne w przypadku tych dwóch typów organizacji. O ile MŚP to podmioty zatrudniające najczęściej po kilku, kilkunastu lub kilkudziesięciu pracowników, o tyle uczelnie należy traktować podobnie jak duże firmy, z zasobem kadrowym od kilkuset do nierzadko kilku tysięcy osób, z których znaczna część jest zaangażowana w naukę i badania.

Dla typowego przedsiębiorcy w zasadzie wszystko, co nie jest zabronione, jest dozwolone. To zazwyczaj ci, którzy najlepiej orientują się w warunkach prowadzenia biznesu, osiągają najlepsze rezultaty. Organizacje naukowo-badawcze podlegają szerszemu zakresowi uregulowań. Szczególnie państwowe uczelnie wyższe obowiązuje dyscyplina finansów publicznych oraz ścisłe przestrzeganie zasad gospodarności.

Z powyższym aspektem wiąże się skłonność do podejmowania ryzyka, zasady wyznaczania celów i podejmowania decyzji oraz horyzont planowania. Przedsiębiorca może w zasadzie postawić wszystko na jedną kartę, a w razie niepowodzenia przekształcić biznes lub znacząco zmodyfikować strategię działania, być jak najbardziej elastycznym. Uczelnie z kolei kierują się koncepcjami wypracowanymi na kolejne lata, na podstawie ustalonej i upublicznionej misji i wizji, co może sugerować ich bezwładność w odpowiedzi na dynamiczne zmiany otoczenia.

Pojawia się zatem istotna kwestia: czy tydzień to dużo czy mało? Dla przesiębiorcy istotne mogą być nawet godziny, decyzje trzeba umieć podejmować szybko i intuicyjnie, nierzadko w warunkach niedostatecznej informacji. Z tego powodu ze strony biznesu można usłyszeć zarzuty wobec instytucji naukowo-badawczych o nadmierną biurokrację lub o zbyt długi czas oczekiwania na decyzję, podpisanie umowy czy dopełnienie formalności niezbędnych do podjęcia współpracy. Nie jest jednak winą uczelni, że jest zobowiązana przestrzegać szeregu przepisów administracyjnych oraz minimalizować ryzyko.

Wzajemne zrozumienie wyżej wymienionych kwestii z pewnością ułatwi nawiązanie i korzystne dla obu stron kontynuowanie kooperacji. Owo zrozumienie stanowi jednak proces, w ramach którego przedsiębiorcy stopniowo poznają reguły rządzące światem nauki, a badacze zaczynają lepiej rozumieć praktyczne aspekty prowadzenia biznesu.

Współpraca nie tylko od święta

Zamysłem autorów i operatorów programów dotacyjnych (takich jak wspomniane Działanie POIR 2.1) jest stworzenie warunków do stałego, nieinspirowanego wyłącznie pieniędzmi, współdziałania przedsiębiorców i instytucji naukowo-badawczych. Dlatego też kryterium pozytywnej oceny zgłaszanych projektów tworzenia centrów B+R jest wskazanie i udokumentowanie przez przedsiębiorcę nakładów na działalność badawczo-rozwojową w okresie trzech lat poprzedzających złożenie wniosku.

Nie ma natomiast wskazania, że działalność ta powinna była być do tej pory prowadzona z wielkim rozmachem, polegając koniecznie na wdrażaniu światowej klasy odkryć, futurystycznych wizji rodem z filmów science fiction lub nieprawdopodobnych wynalazków radykalnie zmieniających nasze życie. Świat nauki może pomagać przedsiębiorcom również w drobnych sprawach, przykładowo doskonaląc stosowane technologie lub optymalizując jednostkowe procesy wytwarzania, świadczenia usług, marketingowych lub innych. Naukowcy mogą sprawdzać w ten sposób zasadność i celowość prowadzonych prac oraz konfrontować swoje pomysły z rzeczywistością.

Nawiązywaniu współpracy służy obecność w spotkaniach nauki z biznesem, uczestnictwo w platformach wymiany idei lub w konferencjach naukowych, dziś już zarezerwowanych nie tylko dla świata uczelni. Współczesna tendencja jest bowiem taka, żeby równoważyć na nich obecność teoretyków i praktyków.

W trakcie takich wydarzeń warto rozmawiać, wymieniać się zarówno poglądami, dokonaniami, a może po prostu wizytówkami. W niedalekiej przyszłości może się okazać, że nawiązane kontakty będą procentować, a dotarcie do odpowiednich osób nie będzie już tak trudne. Przedsiębiorcy muszą obserwować sytuację na uczelniach i śledzić zmiany, tak samo naukowcy powinni orientować się w realiach rynków.
Już na etapie tworzenia projektów wymagane są uzgodnienia, wspólne zastanawianie się nad określonymi pomysłami i rozwiązaniami. Jeśli aktywność ta zostanie podjęta odpowiednio wcześnie, twórcy projektów będą lepiej zorientowani w oczekiwaniach drugiej strony, a rezultatem współpracy nie będą propozycje dostatecznie dobre, ale po prostu najlepsze w danych warunkach.

Podsumowanie: dwa światy, jeden cel

Komu zatem powinno bardziej zależeć na podjęciu i podtrzymaniu owocnej współpracy? To nie wyłącznie przedsiębiorca powinien motywować naukowca do wykorzystania wyników badań, ale również naukowiec, na podstawie realnych potrzeb firmy, powinien prowadzić badania w kierunku rozwiązywania wyzwań i problemów. Przedsiębiorcy powinno zatem zależeć na zbliżeniu się do nauki, ale i naukowcowi na zbliżeniu się do sektora przedsiębiorstw, bo tylko w ten sposób odniosą obopólne korzyści. Ważna jest tutaj rola instytucji otoczenia biznesu, dobrze rozumiejących procesy realizowane na styku tych dwóch światów.

Z punktu widzenia przedsiębiorcy to właśnie on korzysta bezpośrednio na programach dotacyjnych, ale przecież znaczna część środków pozyskanych na realizację projektu trafia do jednostek naukowo-badawczych. Dla uczelni jest to dzisiaj swoiste być albo nie być, bowiem od ich potencjału – będącego skutkiem inwestycji w kadrę i zaplecze badawcze – zależy klasyfikacja naukowa danej jednostki, a więc i możliwy do uzyskania pułap publicznego finansowania.

W przedstawionych w niniejszym artykule realiach, w obliczu mechanizmów dotowania projektów, przedsiębiorstwa i jednostki naukowo-badawcze stanowią swoisty system naczyń połączonych. Na dobrze zorganizowanej i mającej silne fundamenty kooperacji korzystają w równym stopniu obie strony. W długim okresie takie podejście do współpracy przedsiębiorców i uczelni może ułatwić rozwiązanie istotnych problemów trapiących polską naukę i gospodarkę.

Na pytanie: „Współpraca nauki z biznesem – alternatywa czy konieczność?” należy zatem odpowiedzieć twierdząco – dziś współdziałanie nauki z biznesem to już nie alternatywa, ale wręcz konieczność.

dr inż. Krzysztof Koper, asystent, Politechnika Poznańska

Source Article from http://www.firma.egospodarka.pl/139381,Dotacje-unijne-B-R-wspolpraca-nauki-z-biznesem-to-koniecznosc,1,11,1.html